Przejdź do głównej zawartości

"Chopin, Chopin!", czyli największy polski kaszel - recenzja

     W piątek wybrałem się do Kina Centrum w CSW w Toruniu na pokaz filmu "Chopin, Chopin!", któremu towarzyszyła dyskusja z filmoznawczynią prof. Sylwią Kołos. Film, mimo wielu negatywnych opinii, naprawdę mi się podobał. Zapraszam na recenzję. 


    Może dla odmiany zacznę od wad, bo film oczywiście nie jest idealny i takowe ma. Po pierwsze, próbuje być mocno kontrowersyjny, skupiając się nie tyle na życiu artysty, co na jego chorobie, radzeniu sobie z nią i wrzucając parę mocniejszych, naturalistycznych scen ją pokazujących. Niestety, ta kontrowersyjność niezbyt dobrze wychodzi. Owszem, pomysł oparcia fabuły właśnie na chorobie jest bardzo ciekawy, ale jeśli twórcy już chcieli pójść w tę stronę, mogli zrobić coś na kształt "Substancji", tylko że polskiej (i lepszej...), czyli dać nam więcej naturalistycznych scen Chopina zmagającego się z gruźlicą. Drugą wadą jest sam koniec filmu, parę jego ostatnich sekund, które całkowicie wybija z rytmu i psuje odbiór zakończenia.
    Poza tym, film jest naprawdę świetny, technikalia zachwycają, scenografia i kostiumy również, naprawdę widać ten ogromny (jak na polską produkcję) budżet. Gra aktorska również jest wybitna, warto wyróżnić tu Eryka Kulma, który zachwyca na każdym kroku, doskonale pokazuje człowieka, który ukrywa swoje problemy pod maską śmieszka, a w środku jest wyniszczony, nie tylko przez chorobę. Film potrafi wzruszyć, ale również rozśmieszyć. Są to naprawdę wciągające, przejmujące i intrygujące 2 godziny.

    Patrząc na ten film jako na polską produkcję można powiedzieć, że jest to film wybitny, taki, który w polskim kinie rzadko się pojawia (chociaż ostatnio coraz więcej naszych rodzimych filmów mnie zaskakuje), a patrząc na to jako na film światowy można powiedzieć, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Zdecydowanie polecam go obejrzeć mimo drobnych wad, które posiada.


+ technikalia, kostiumy, scenografia
+ gra aktorska
+ pomysł na chorobę jako motyw przewodni
+ dobra polska produkcja
+ wzruszający i wciągający

- próba pójścia w kontrowersje, ale zatrzymanie się w połowie drogi
- końcówka filmu

    Ten film miał premierę w 2025 roku i trwa 2h 13min. Jego reżyserem jest Michał Kwieciński.

    Moja ocena tego filmu to 8/10.

    Dziękuję za przeczytanie recenzji!

Komentarze

  1. Bardzo ciekawa recenzja, pokazującą Twoje odczucia po obejrzeniu filmu.
    Również obejrzałam ten film i mimo niektórych trudnych scen pokazujących zmagania Chopina z chorobą to całość odbieram bardzo pozytywnie aczkolwiek z emocjami i przemyśleniami .

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Wielki Marty", czyli Wielkie Oczekiwania - recenzja

      Człowiek z wielkim talentem i wielkim ego, dla którego najważniejszy jest on sam. Człowiek, który jest najlepszy w tym co robi. Człowiek, który nie cofnie się przed niczym, żeby osiągnąć swój cel. Człowiek, który zawsze postawi na swoim i nie zrobi niczego wbrew sobie. I wreszcie człowiek, którego niesamowicie gra Timotheé Chalamet . Do tego opisu pasują dwaj główni bohaterowie dwóch znakomitych filmów, które wyszły w ciągu ostatnich 2 lat. Ciekawe, prawda?     Recenzję tego pierwszego ( "Kompletnie Nieznany" ) możecie zobaczyć tutaj , a dzisiaj zabieram się za recenzję drugiego pt. "Wielki Marty" .       Film opowiada o aspirującym graczu tenisa stołowego - Martym Mauserze, chłopaku z wielkim talentem, ale bez kasy. Robi on więc wszystko, żeby tę kasę zdobyć, potrzebuje 1500 $ na lot na mistrzostwa świata do Japonii. Robi dosłownie wszystko, nie cofnie się przed niczym, chce wygrać turniej w Tokio i pokazać japońskiemu rywalowi, że mim...

"Kompletnie Nieznany" - recenzja

      Cześć, ostatnio byłem na filmie "Kompletnie Nieznany", czyli produkcji opowiadającej o życiu Boba Dylana. Nigdy za bardzo nie słuchałem jego muzyki, więc nie szedłem do kina jako fan Dylana, a mimo to, film naprawdę zrobił na mnie wrażenie. Po więcej, zapraszam dalej.     Film zawiera zaledwie skrawek historii Boba Dylana, co jest świetnym zabiegiem, ponieważ gdybyśmy mieli zobaczyć całe życie artysty, akcja musiałaby pędzić na złamanie karku, a dzięki temu, że widzimy wycinek jego życia, możemy spokojnie płynąć razem z Dylanem przez jego życie i przyglądać się klimatycznym uliczkom oraz klubom Nowego Yorku. Takie tempo filmu mi odpowiada, nie jest on zbyt wolny, ale nie jest też za szybki, dzięki temu można w pełni wczuć się w folkowy klimat lat 60tych XX wieku. Można również choć troszeczkę zaznajomić się z Dylanem, którego wspaniale zagrał Timothée Chalamet. Udało mu się wręcz idealnie oddać postać, która tak naprawdę jest wariatem i szaleńcem, ale równ...