Przejdź do głównej zawartości

Ratownicy z Malibu: serial - recenzja

     Ratownicy z Malibu: serial został wyprodukowany w 2019 roku i ma 8 odcinków. Serial okazał się świetny. Dokładniejsza recenzja poniżej.





    Odcinek 1 

Dzisiaj pierwszy dzień w Malibu rescue dla dzieciaków z Doliny. Brody zaczyna przydzielać wieży drugiej same okropne zadania, Tyler zamierza się mu postawić.


    Odcinek 2

Garvin obwinia dzieciaków z Doliny za złe opinie o Malibu rescue. Wieża druga zaczyna być miła dla plażowiczów, ale nie za bardzo im to wychodzi. Wtedy Flądry robią imprezę. 


    Odcinek 3 

Juniorzy dostają nowe skutery od Thortona. Tyler i Gina pływają skuterem, ale na środku oceanu skuter się psuje. Na szczęście wiatr znosi ich na plażę. 


    Odcinek 4 

W Malibu rescue jest dzień rodzinny. Lizzie próbuje nie zdradzić swojego sekretu matce. Na poczekaniu wymyśla kłamstwo, że ona i Eric są razem. 


    Odcinek 5 

Lizzie i Eric zaczynają naprawdę coś do siebie czuć, a Gina spotyka nowego rywala i ratuje mu życie.


    Odcinek 6

Tyler i Eric zostają wciągnięci do tajnego projektu Garvina, czyli programu dla najlepszych ratowników. Dziewczyny wkurzają się, że są tam tylko chłopacy. 


    Odcinek 7 

Thorton zostaje szefem Malibu rescue i wyrzuca z niego juniorów. Gina odciąga drużynę od wieży, by dostać rekomendacje do szkoły pływackiej. 


    Odcinek 8 

Dzieciaki domyślają się, że Thorton wszystko sobie zaplanował i jadą przeszukać jego dom. Gdy już wszystko wiedzą wybierają się do Malibu by zapobiec wysadzeniu wieży. 


Serial jest produkcją Netflixa. 


Moja ocena tego serialu to 10/10.


Oglądaliście?


Dziękuje Wam za przeczytanie recenzji.

Komentarze

  1. Dziękuję za polecenie , fajna konkretna recenzja zawierająca ciekawe informacje co dzieje się w każdym odcinku! Skorzystam:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Chopin, Chopin!", czyli największy polski kaszel - recenzja

      W piątek wybrałem się do Kina Centrum w CSW w Toruniu na pokaz filmu "Chopin, Chopin!" , któremu towarzyszyła dyskusja z filmoznawczynią prof. Sylwią Kołos. Film, mimo wielu negatywnych opinii, naprawdę mi się podobał. Zapraszam na recenzję.      Może dla odmiany zacznę od wad, bo film oczywiście nie jest idealny i takowe ma. Po pierwsze, próbuje być mocno kontrowersyjny, skupiając się nie tyle na życiu artysty, co na jego chorobie, radzeniu sobie z nią i wrzucając parę mocniejszych, naturalistycznych scen ją pokazujących. Niestety, ta kontrowersyjność niezbyt dobrze wychodzi. Owszem, pomysł oparcia fabuły właśnie na chorobie jest bardzo ciekawy, ale jeśli twórcy już chcieli pójść w tę stronę, mogli zrobić coś na kształt "Substancji" , tylko że polskiej (i lepszej...), czyli dać nam więcej naturalistycznych scen Chopina zmagającego się z gruźlicą. Drugą wadą jest sam koniec filmu, parę jego ostatnich sekund, które całkowicie wybija z rytmu i psuje od...

"Wielki Marty", czyli Wielkie Oczekiwania - recenzja

      Człowiek z wielkim talentem i wielkim ego, dla którego najważniejszy jest on sam. Człowiek, który jest najlepszy w tym co robi. Człowiek, który nie cofnie się przed niczym, żeby osiągnąć swój cel. Człowiek, który zawsze postawi na swoim i nie zrobi niczego wbrew sobie. I wreszcie człowiek, którego niesamowicie gra Timotheé Chalamet . Do tego opisu pasują dwaj główni bohaterowie dwóch znakomitych filmów, które wyszły w ciągu ostatnich 2 lat. Ciekawe, prawda?     Recenzję tego pierwszego ( "Kompletnie Nieznany" ) możecie zobaczyć tutaj , a dzisiaj zabieram się za recenzję drugiego pt. "Wielki Marty" .       Film opowiada o aspirującym graczu tenisa stołowego - Martym Mauserze, chłopaku z wielkim talentem, ale bez kasy. Robi on więc wszystko, żeby tę kasę zdobyć, potrzebuje 1500 $ na lot na mistrzostwa świata do Japonii. Robi dosłownie wszystko, nie cofnie się przed niczym, chce wygrać turniej w Tokio i pokazać japońskiemu rywalowi, że mim...

"Kompletnie Nieznany" - recenzja

      Cześć, ostatnio byłem na filmie "Kompletnie Nieznany", czyli produkcji opowiadającej o życiu Boba Dylana. Nigdy za bardzo nie słuchałem jego muzyki, więc nie szedłem do kina jako fan Dylana, a mimo to, film naprawdę zrobił na mnie wrażenie. Po więcej, zapraszam dalej.     Film zawiera zaledwie skrawek historii Boba Dylana, co jest świetnym zabiegiem, ponieważ gdybyśmy mieli zobaczyć całe życie artysty, akcja musiałaby pędzić na złamanie karku, a dzięki temu, że widzimy wycinek jego życia, możemy spokojnie płynąć razem z Dylanem przez jego życie i przyglądać się klimatycznym uliczkom oraz klubom Nowego Yorku. Takie tempo filmu mi odpowiada, nie jest on zbyt wolny, ale nie jest też za szybki, dzięki temu można w pełni wczuć się w folkowy klimat lat 60tych XX wieku. Można również choć troszeczkę zaznajomić się z Dylanem, którego wspaniale zagrał Timothée Chalamet. Udało mu się wręcz idealnie oddać postać, która tak naprawdę jest wariatem i szaleńcem, ale równ...