Przejdź do głównej zawartości

"Akademia Pana Kleksa" - recenzja

   Wreszcie obejrzałem nową "Akademię Pana Kleksa" i mogę oficjalnie powiedzieć:
"Tak! Nowy Pan Kleks mi się podobał!".


    Nie jest to film idealny, nie jest to nawet film świetny, ale jest to film bardzo dobry. Wielka rolę odgrywa tu muzyka, która jest po prostu cudowna, a piosenki z tej produkcji będą mi towarzyszyły przez długi czas. Drugim wielkim plusem jest cała warstwa wizualna, jest to film piękny dla oka widza, ma wiele kolorów i można na niego patrzeć z zapartym tchem. Jednak, jak wiadomo, to nie wystarczy. Aby film można było uznać za dobry, musi mieć też dobrą fabułę. Nowa "Akademia Pana Kleksa" spełnia ten wymóg, ale jak się okazuje...tylko połowicznie. Film, po odjęciu napisów trwa mniej więcej 2h i moim zdaniem można go podzielić równo na 2 części. To właśnie druga "część" jest tym, czym ten film powinien być. Ale zacznijmy od początku. Pierwsza "część" zaczyna się od pozornie niepowiązanych wątków, które wydają się być totalnie rozstrzelone, bez większego związku ze sobą. Owszem, z perspektywy drugiej "części" wątki te mają znaczenie i łączą się, ale oglądając początek filmu, widz, tak jak ja, może patrzeć na zegarek z niecierpliwością i mieć ochotę wyjść. Punktem przełomowym w moim postrzeganiu tego filmu jest pewne wydarzenie w połowie (na dole tej recenzji jest napisane jakie to wydarzenie - spoiler), dzięki któremu zacząłem rozumieć sens filmu i nawet się wzruszyłem. Wtedy akcja zaczyna iść do przodu, wątki łączą się, a film staje się tym, czym powinien być. Najlepsze jest ostatnie 20 minut, w których produkcja ta wygląda na idealną, wszystko tam gra doskonale. 

    Film miał premierę w 2023 roku i trwa 2h 5min. Jego reżyserem jest Maciej Kawulski. 

   

ścieżka dźwiękowa
+ warstwa wizualna, kolory
+ druga godzina filmu, a szczególnie ostatnie 20 minut

- pierwsza godzina filmu (niespójne wątki, nuda)


    Moja ocena tego filmu to 7,5/10.

    Dziękuję za przeczytanie recenzji!

        UWAGA SPOILER!!!


    Sceną tą była pozorna śmierć Alberta.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Chopin, Chopin!", czyli największy polski kaszel - recenzja

      W piątek wybrałem się do Kina Centrum w CSW w Toruniu na pokaz filmu "Chopin, Chopin!" , któremu towarzyszyła dyskusja z filmoznawczynią prof. Sylwią Kołos. Film, mimo wielu negatywnych opinii, naprawdę mi się podobał. Zapraszam na recenzję.      Może dla odmiany zacznę od wad, bo film oczywiście nie jest idealny i takowe ma. Po pierwsze, próbuje być mocno kontrowersyjny, skupiając się nie tyle na życiu artysty, co na jego chorobie, radzeniu sobie z nią i wrzucając parę mocniejszych, naturalistycznych scen ją pokazujących. Niestety, ta kontrowersyjność niezbyt dobrze wychodzi. Owszem, pomysł oparcia fabuły właśnie na chorobie jest bardzo ciekawy, ale jeśli twórcy już chcieli pójść w tę stronę, mogli zrobić coś na kształt "Substancji" , tylko że polskiej (i lepszej...), czyli dać nam więcej naturalistycznych scen Chopina zmagającego się z gruźlicą. Drugą wadą jest sam koniec filmu, parę jego ostatnich sekund, które całkowicie wybija z rytmu i psuje od...

"Wielki Marty", czyli Wielkie Oczekiwania - recenzja

      Człowiek z wielkim talentem i wielkim ego, dla którego najważniejszy jest on sam. Człowiek, który jest najlepszy w tym co robi. Człowiek, który nie cofnie się przed niczym, żeby osiągnąć swój cel. Człowiek, który zawsze postawi na swoim i nie zrobi niczego wbrew sobie. I wreszcie człowiek, którego niesamowicie gra Timotheé Chalamet . Do tego opisu pasują dwaj główni bohaterowie dwóch znakomitych filmów, które wyszły w ciągu ostatnich 2 lat. Ciekawe, prawda?     Recenzję tego pierwszego ( "Kompletnie Nieznany" ) możecie zobaczyć tutaj , a dzisiaj zabieram się za recenzję drugiego pt. "Wielki Marty" .       Film opowiada o aspirującym graczu tenisa stołowego - Martym Mauserze, chłopaku z wielkim talentem, ale bez kasy. Robi on więc wszystko, żeby tę kasę zdobyć, potrzebuje 1500 $ na lot na mistrzostwa świata do Japonii. Robi dosłownie wszystko, nie cofnie się przed niczym, chce wygrać turniej w Tokio i pokazać japońskiemu rywalowi, że mim...

"Kompletnie Nieznany" - recenzja

      Cześć, ostatnio byłem na filmie "Kompletnie Nieznany", czyli produkcji opowiadającej o życiu Boba Dylana. Nigdy za bardzo nie słuchałem jego muzyki, więc nie szedłem do kina jako fan Dylana, a mimo to, film naprawdę zrobił na mnie wrażenie. Po więcej, zapraszam dalej.     Film zawiera zaledwie skrawek historii Boba Dylana, co jest świetnym zabiegiem, ponieważ gdybyśmy mieli zobaczyć całe życie artysty, akcja musiałaby pędzić na złamanie karku, a dzięki temu, że widzimy wycinek jego życia, możemy spokojnie płynąć razem z Dylanem przez jego życie i przyglądać się klimatycznym uliczkom oraz klubom Nowego Yorku. Takie tempo filmu mi odpowiada, nie jest on zbyt wolny, ale nie jest też za szybki, dzięki temu można w pełni wczuć się w folkowy klimat lat 60tych XX wieku. Można również choć troszeczkę zaznajomić się z Dylanem, którego wspaniale zagrał Timothée Chalamet. Udało mu się wręcz idealnie oddać postać, która tak naprawdę jest wariatem i szaleńcem, ale równ...