Przejdź do głównej zawartości

"Flow" - recenzja

     W niedzielę byłem na przedpremierowym pokazie filmu "Flow", czyli łotewsko-francusko-belgijskiej produkcji, która jest łotewskim kandydatem do Oscara. Jest to przepiękna baśń o kocie, który musi poradzić sobie z powodzią. Zapraszam na recenzję.


    Film opowiada o kocie, który żyje sobie dosyć zwyczajnym życiem w lesie. Jednak pewnego dnia nadchodzi wielka powódź, przed którą kot próbuje się uratować. Udaje mu się znaleźć łódź, którą z postępem podróży musi dzielić z innymi zwierzętami, a mianowicie kapibarą, psem, lemurem i wielkim ptakiem. Kot musi nauczyć się żyć razem z zupełnie obcymi mu istotami, musi nauczyć się łowić ryby oraz zwyczajnie musi przetrwać.

    Fabuła nie brzmi na skomplikowaną, ponieważ jest to tak naprawdę prosta historia, ale jest ona przedstawiona w niesamowity sposób. W filmie nie pojawiają się żadne dialogi, a mimo to przekazuje on wiele emocji, które jesteśmy od razu w stanie odczuć i zrozumieć, co często nie udaje się nawet największym filmom z wieloma dialogami. Dzięki temu też, nie dostajemy 20 głupich żartów na minutę, co w wielu animacjach się zdarza. 

    Film dla mnie był swego rodzaju medytacją, oczyszczeniem i patrzyłem w ekran jak zahipnotyzowany. Przez cały czas utrzymywał mnie w napięciu, nigdy nie wiadomo było czy kot przeżyje tę podróż. Kibicowałem mu całym sercem, mimo że na co dzień nie przepadam za kotami, wolę psy :). Film ma momenty wzruszenia, ale też momenty gdy na twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Po zakończeniu filmu czułem niesamowite rozluźnienie i spokój. Seans był swego rodzaju terapią i relaksacją. Już teraz mogę powiedzieć, że będzie to najprawdopodobniej film roku.

    Myślę jednak, że film nie sprawiałby takiego wrażenia, gdyby nie atmosfera kina, w którym tak naprawdę ciężko się rozproszyć, w przeciwieństwie do domu, w którym jest wiele rozpraszaczy. Więc naprawdę mówię Wam, idźcie do kina na ten seans i przeżyjcie to sami! 
    Ja pierwszy raz zamiast Cinema City wybrałem seans w kinie studyjnym, a mianowicie w Kinie Centrum w CSW w Toruniu. Kino jest naprawdę super, bez hałasujących widzów i ludzi wychodzących z sali co 5 minut. Można poczuć, że ogląda się jakieś dzieło kultury, a nie po prostu zwyczajny film dla rozrywki. Wielkim plusem są też ulotki filmów, które kiedyś zbierałem, ale od czasów pandemii zniknęły z multipleksów, ale właśnie w takich małych kinach jeszcze przetrwały :). 

    
+ jasność przekazywanych emocji, mimo braku dialogów
+ medytacja, oczyszczenie, spokój, relaks, rozluźnienie
+ napięcie i obawa o losy zwierząt
+ momenty wzruszenia, ale też momenty uśmiechu

    Ten film będzie miał premierę w Polsce 24 stycznia 2025 roku i trwa 1h 24min. Jego reżyserem jest Gints Zilbalodis. 

    Moja ocena tego filmu to 10/10.

    Dziękuję za przeczytanie recenzji!

Komentarze

  1. Cudowna recenzja,zachęcająca do obejrzenia filmu, tymbardziej że miałeś odczucia spokoju,relaksacji i medytacji!
    Technicznie fajnie napisane przejrzyście,zr zwróceniem uwagi na walory filmu i Kina CSW.
    Dziękuję za recenzję
    Gratulacje!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Chopin, Chopin!", czyli największy polski kaszel - recenzja

      W piątek wybrałem się do Kina Centrum w CSW w Toruniu na pokaz filmu "Chopin, Chopin!" , któremu towarzyszyła dyskusja z filmoznawczynią prof. Sylwią Kołos. Film, mimo wielu negatywnych opinii, naprawdę mi się podobał. Zapraszam na recenzję.      Może dla odmiany zacznę od wad, bo film oczywiście nie jest idealny i takowe ma. Po pierwsze, próbuje być mocno kontrowersyjny, skupiając się nie tyle na życiu artysty, co na jego chorobie, radzeniu sobie z nią i wrzucając parę mocniejszych, naturalistycznych scen ją pokazujących. Niestety, ta kontrowersyjność niezbyt dobrze wychodzi. Owszem, pomysł oparcia fabuły właśnie na chorobie jest bardzo ciekawy, ale jeśli twórcy już chcieli pójść w tę stronę, mogli zrobić coś na kształt "Substancji" , tylko że polskiej (i lepszej...), czyli dać nam więcej naturalistycznych scen Chopina zmagającego się z gruźlicą. Drugą wadą jest sam koniec filmu, parę jego ostatnich sekund, które całkowicie wybija z rytmu i psuje od...

"Wielki Marty", czyli Wielkie Oczekiwania - recenzja

      Człowiek z wielkim talentem i wielkim ego, dla którego najważniejszy jest on sam. Człowiek, który jest najlepszy w tym co robi. Człowiek, który nie cofnie się przed niczym, żeby osiągnąć swój cel. Człowiek, który zawsze postawi na swoim i nie zrobi niczego wbrew sobie. I wreszcie człowiek, którego niesamowicie gra Timotheé Chalamet . Do tego opisu pasują dwaj główni bohaterowie dwóch znakomitych filmów, które wyszły w ciągu ostatnich 2 lat. Ciekawe, prawda?     Recenzję tego pierwszego ( "Kompletnie Nieznany" ) możecie zobaczyć tutaj , a dzisiaj zabieram się za recenzję drugiego pt. "Wielki Marty" .       Film opowiada o aspirującym graczu tenisa stołowego - Martym Mauserze, chłopaku z wielkim talentem, ale bez kasy. Robi on więc wszystko, żeby tę kasę zdobyć, potrzebuje 1500 $ na lot na mistrzostwa świata do Japonii. Robi dosłownie wszystko, nie cofnie się przed niczym, chce wygrać turniej w Tokio i pokazać japońskiemu rywalowi, że mim...

"Kompletnie Nieznany" - recenzja

      Cześć, ostatnio byłem na filmie "Kompletnie Nieznany", czyli produkcji opowiadającej o życiu Boba Dylana. Nigdy za bardzo nie słuchałem jego muzyki, więc nie szedłem do kina jako fan Dylana, a mimo to, film naprawdę zrobił na mnie wrażenie. Po więcej, zapraszam dalej.     Film zawiera zaledwie skrawek historii Boba Dylana, co jest świetnym zabiegiem, ponieważ gdybyśmy mieli zobaczyć całe życie artysty, akcja musiałaby pędzić na złamanie karku, a dzięki temu, że widzimy wycinek jego życia, możemy spokojnie płynąć razem z Dylanem przez jego życie i przyglądać się klimatycznym uliczkom oraz klubom Nowego Yorku. Takie tempo filmu mi odpowiada, nie jest on zbyt wolny, ale nie jest też za szybki, dzięki temu można w pełni wczuć się w folkowy klimat lat 60tych XX wieku. Można również choć troszeczkę zaznajomić się z Dylanem, którego wspaniale zagrał Timothée Chalamet. Udało mu się wręcz idealnie oddać postać, która tak naprawdę jest wariatem i szaleńcem, ale równ...