Przejdź do głównej zawartości

"Paddington w Peru" - recenzja

    Z wielkim opóźnieniem, bo ponad miesiąc od premiery, udało mi się załapać jeszcze do kina na trzecią część przygód Paddingtona, czyli film "Paddington w Peru". Film nie zachwyca, ale też nie rozczarowuje, jest solidną rozrywkową produkcją. Zapraszam na recenzję. 


    Paddington dalej żyje sobie spokojnie w Londynie razem z rodziną Brownów, ale pewnego dnia przychodzi do niego list z domu dla emerytowanych niedźwiedzi, w którym mieszka jego ciocia Lucy. Wtedy Paddington razem z rodziną wyrusza do Peru odwiedzić ciocię. Jednak okazuje się, że ciocia zaginęła gdzieś w Amazonii, więc Paddington razem z Brownami rusza do dżungli na misję ratunkową. 

    Tak w skrócie wygląda fabuła najnowszych przygód misia z Mrocznych Zakątków Peru. Film utrzymuje się na dość dobrym poziomie, jednak chwilami, szczególnie podczas trochę przydługiej podróży w głąb dżungli, potrafi nudzić. Jest on też trochę przewidywalny, a jeśli porównałoby się go do poprzednich części to względem nich poziom znacząco spadł. Pierwsza część podobała mi się najbardziej ze wszystkich i uważam ją za naprawdę bardzo dobry film, z drugą częścią jest podobnie, nadal jest bardzo dobra, ale jednak w porównaniu do pierwszej poziom odrobinę spada, a tu, w trzeciej części widzimy jeszcze większy spadek poziomu, jednak nadal jest to dobry film. W pierwszej części podobało mi się to, że była to taka ciepła, domowa historia o misiu uczącym się żyć w mieście. A dalej historia coraz bardziej wyruszała w teren i oddalała się od rodzinnego ciepła i naiwnego, ale kochanego misia. Właśnie tu, w trzeciej części tracimy cały ten zamysł serii i nie czuć już tego pięknego klimatu, który przecież był głównym jej motywem. 

    Muszę poruszyć tu także wątek zmienienia aktorów, zarówno w oryginale, jak i w polskim dubbingu. W filmie, w stosunku do poprzednich części podmieniono aktorkę grającą Panią Brown, a mianowicie zmieniono Sally Hawkins na Emily Mortimer. Ta pierwsza aktorka jako Pani Brown spisywała się wyśmienicie, po prostu pasowała do tej roli, a ta druga nie była zła, ale jednak w porównaniu do Sally Hawkins jest na przegranej pozycji. Z tego co udało mi się znaleźć, aktorka sama zrezygnowała z kręcenia filmu, więc nie jest to koniecznie wina twórców, ale i tak jest to niestety minus filmu.
    Co do polskiego dubbingu zmieniono głos Phoenixa Buchanana z głosu Rafała Królikowskiego na głos Roberta Makłowicza, oczywiście zrobiono to dla większego rozgłosu filmu, którego ta seria moim zdaniem już więcej nie potrzebuje. Makłowicz pojawia się w tym filmie także w innej roli, roli fotobudki i jest to naprawdę fajny zabieg, więc po co wciskać go do kolejnej roli w tym samym filmie?

    Film nie jest już grany w kinie Cinema City, więc znowu trafiłem do Kina Centrum w CSW w Toruniu, które coraz bardziej zaczynam lubić :). 

    
+ żarty w większości nadal śmieszą
+ animacja misiów jest naprawdę ładna
+ Paddington jest nadal kochanym misiem, zostającym w naszych sercach
+ scena po napisach

- zmiana jednej z głównych aktorek
- przewidywalność
- trochę nudy, szczególnie podczas podróży w głąb dżungli
- film słabszy względem poprzednich części
- polski dubbing

    Ten film miał premierę w 2024 roku i trwa 1h 46min. Jego reżyserem jest Dougal Wilson.

    Moja ocena tego tego filmu to 7/10.

    Dziękuję za przeczytanie recenzji!

Komentarze

  1. Bardzo ciekawa,dogłębna recenzja filmu.Pokazales w niej zarówno mocne ,jak i słabsze strony filmu.
    Rzeczywiście film gdyby był może osobnym filmem byłby inaczej odbierany,natomiast będąc kolejną częścią o Paddingtonie jest mniej ciepły, zawiera dłużyzny,o których wspomniałeś, jednakże całość całkiem fajnie się oglądało.
    Dziękuję za możliwość wymiany spostrzeżeń i Twoją wnikliwą recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładnie piszesz, masz swoje zdanie, zwracasz uwagę na szczegóły, które innym pewnie by umknęły. Fajna recenzja🙂

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Chopin, Chopin!", czyli największy polski kaszel - recenzja

      W piątek wybrałem się do Kina Centrum w CSW w Toruniu na pokaz filmu "Chopin, Chopin!" , któremu towarzyszyła dyskusja z filmoznawczynią prof. Sylwią Kołos. Film, mimo wielu negatywnych opinii, naprawdę mi się podobał. Zapraszam na recenzję.      Może dla odmiany zacznę od wad, bo film oczywiście nie jest idealny i takowe ma. Po pierwsze, próbuje być mocno kontrowersyjny, skupiając się nie tyle na życiu artysty, co na jego chorobie, radzeniu sobie z nią i wrzucając parę mocniejszych, naturalistycznych scen ją pokazujących. Niestety, ta kontrowersyjność niezbyt dobrze wychodzi. Owszem, pomysł oparcia fabuły właśnie na chorobie jest bardzo ciekawy, ale jeśli twórcy już chcieli pójść w tę stronę, mogli zrobić coś na kształt "Substancji" , tylko że polskiej (i lepszej...), czyli dać nam więcej naturalistycznych scen Chopina zmagającego się z gruźlicą. Drugą wadą jest sam koniec filmu, parę jego ostatnich sekund, które całkowicie wybija z rytmu i psuje od...

"Wielki Marty", czyli Wielkie Oczekiwania - recenzja

      Człowiek z wielkim talentem i wielkim ego, dla którego najważniejszy jest on sam. Człowiek, który jest najlepszy w tym co robi. Człowiek, który nie cofnie się przed niczym, żeby osiągnąć swój cel. Człowiek, który zawsze postawi na swoim i nie zrobi niczego wbrew sobie. I wreszcie człowiek, którego niesamowicie gra Timotheé Chalamet . Do tego opisu pasują dwaj główni bohaterowie dwóch znakomitych filmów, które wyszły w ciągu ostatnich 2 lat. Ciekawe, prawda?     Recenzję tego pierwszego ( "Kompletnie Nieznany" ) możecie zobaczyć tutaj , a dzisiaj zabieram się za recenzję drugiego pt. "Wielki Marty" .       Film opowiada o aspirującym graczu tenisa stołowego - Martym Mauserze, chłopaku z wielkim talentem, ale bez kasy. Robi on więc wszystko, żeby tę kasę zdobyć, potrzebuje 1500 $ na lot na mistrzostwa świata do Japonii. Robi dosłownie wszystko, nie cofnie się przed niczym, chce wygrać turniej w Tokio i pokazać japońskiemu rywalowi, że mim...

"Kompletnie Nieznany" - recenzja

      Cześć, ostatnio byłem na filmie "Kompletnie Nieznany", czyli produkcji opowiadającej o życiu Boba Dylana. Nigdy za bardzo nie słuchałem jego muzyki, więc nie szedłem do kina jako fan Dylana, a mimo to, film naprawdę zrobił na mnie wrażenie. Po więcej, zapraszam dalej.     Film zawiera zaledwie skrawek historii Boba Dylana, co jest świetnym zabiegiem, ponieważ gdybyśmy mieli zobaczyć całe życie artysty, akcja musiałaby pędzić na złamanie karku, a dzięki temu, że widzimy wycinek jego życia, możemy spokojnie płynąć razem z Dylanem przez jego życie i przyglądać się klimatycznym uliczkom oraz klubom Nowego Yorku. Takie tempo filmu mi odpowiada, nie jest on zbyt wolny, ale nie jest też za szybki, dzięki temu można w pełni wczuć się w folkowy klimat lat 60tych XX wieku. Można również choć troszeczkę zaznajomić się z Dylanem, którego wspaniale zagrał Timothée Chalamet. Udało mu się wręcz idealnie oddać postać, która tak naprawdę jest wariatem i szaleńcem, ale równ...