Przejdź do głównej zawartości

"Piernikowa Kalina" - recenzja

     Ostatnio na Festiwalu Tofifest w Toruniu miałem okazję obejrzeć niezależną, toruńską produkcję dokumentalną, a mianowicie film "Piernikowa Kalina", czyli pełną bólu, wyrzeczeń i ciężkiej pracy opowieść o tym, jak Toruński Sztab Pomocy Ukrainie pomagał ukraińskim uchodźcom, którzy uciekali przed wojną. Zapraszam do przeczytania recenzji.


    Po ataku Rosji na Ukrainę, Ukraińcy zaczęli masowo uciekać z pogrążonego w wojnie kraju, pierwszym kierunkiem, który obrali była Polska. Wtedy Polacy ruszyli do pomocy, utworzyli grupy, które aktywnie pomagały ukraińskim uchodźcom. Jedną z takich grup był Toruński Sztab Pomocy Ukrainie, w którym pracowało wielu ludzi, różnego pochodzenia, o różnym poziomie znajomości  języków, ale łączyło ich jedno - chęć do pomocy. Ich pracę, oprócz tysięcy Ukraińców, którym pomogli, docenił również Tomasz Gezela, toruński reżyser, który dopiero zaczyna swoją przygodę z pełnometrażowymi filmami dokumentalnymi. "Piernikowa Kalina" jest jego drugim, po "Per Forever" takim projektem, ale poradził sobie wyśmienicie.
    Film, mimo znikomego budżetu, jest zrealizowany bardzo dobrze, pokazuje to, co działo się na początku wojny, cały chaos, który towarzyszył rozpakowywaniu tysięcy paczek żywności, ubrań czy leków. Świetnie przedstawia trudy wojny nie tylko na froncie, pokazuje wycieńczenie ludzi, którzy pomagali w TSPU, którzy w ramach wolontariatu, przez pierwsze tygodnie pracowali nawet 17h dziennie. Film nagrywany był już jakiś czas temu, ale dopiero teraz odbyła się jego premiera, głównie przez to, że był tworzony tak naprawdę głównie przez jedną osobę, więc trochę trwało jego przygotowanie. Ale może to i dobrze, że wyszedł w czasach, w których duża część Polaków przestała pomagać Ukraińcom i zaczęła postrzegać ich jako ludzi żerujących na naszym państwie. Nastroje te są ostatnio podsycane przez populistyczne partie, które tworzą mit imigranta-złodzieja zabierającego nam pracę. Może właśnie ten film podsyci w nas z powrotem ten żar, który towarzyszył Polakom jeszcze 3 lata temu i przypomni o ludobójstwie dokonywanym przez Putina za naszą wschodnią granicą.

    Po projekcji filmu miałem również okazję uczestniczyć w rozmowie z Veroniką Matush, jedną z bohaterek filmu i wielokrotnie wspomnianym tu reżyserem - Tomaszem Gezelą.

    Ten film miał premierę w 2025 roku i trwa 1h 6min.

    Moja ocena tego filmu to 10/10. 

    Dziękuję za przeczytanie recenzji!

Komentarze

  1. Bardzo dobra recenzja poruszającego,pełnego emocji filmu wiernie pokazującego trudny czas dla uchodźców ale i dla ludzi organizujących pomoc dla nich!
    To wszystko było tak prawdziwie pokazane,że zgadzam się z Twoimi spostrzeżeniami i odczuciami.
    Gratulacje ,za dostrzeżenie najwazniejszych aspektow i podzielenie się nimi👏👏👏

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Chopin, Chopin!", czyli największy polski kaszel - recenzja

      W piątek wybrałem się do Kina Centrum w CSW w Toruniu na pokaz filmu "Chopin, Chopin!" , któremu towarzyszyła dyskusja z filmoznawczynią prof. Sylwią Kołos. Film, mimo wielu negatywnych opinii, naprawdę mi się podobał. Zapraszam na recenzję.      Może dla odmiany zacznę od wad, bo film oczywiście nie jest idealny i takowe ma. Po pierwsze, próbuje być mocno kontrowersyjny, skupiając się nie tyle na życiu artysty, co na jego chorobie, radzeniu sobie z nią i wrzucając parę mocniejszych, naturalistycznych scen ją pokazujących. Niestety, ta kontrowersyjność niezbyt dobrze wychodzi. Owszem, pomysł oparcia fabuły właśnie na chorobie jest bardzo ciekawy, ale jeśli twórcy już chcieli pójść w tę stronę, mogli zrobić coś na kształt "Substancji" , tylko że polskiej (i lepszej...), czyli dać nam więcej naturalistycznych scen Chopina zmagającego się z gruźlicą. Drugą wadą jest sam koniec filmu, parę jego ostatnich sekund, które całkowicie wybija z rytmu i psuje od...

"Wielki Marty", czyli Wielkie Oczekiwania - recenzja

      Człowiek z wielkim talentem i wielkim ego, dla którego najważniejszy jest on sam. Człowiek, który jest najlepszy w tym co robi. Człowiek, który nie cofnie się przed niczym, żeby osiągnąć swój cel. Człowiek, który zawsze postawi na swoim i nie zrobi niczego wbrew sobie. I wreszcie człowiek, którego niesamowicie gra Timotheé Chalamet . Do tego opisu pasują dwaj główni bohaterowie dwóch znakomitych filmów, które wyszły w ciągu ostatnich 2 lat. Ciekawe, prawda?     Recenzję tego pierwszego ( "Kompletnie Nieznany" ) możecie zobaczyć tutaj , a dzisiaj zabieram się za recenzję drugiego pt. "Wielki Marty" .       Film opowiada o aspirującym graczu tenisa stołowego - Martym Mauserze, chłopaku z wielkim talentem, ale bez kasy. Robi on więc wszystko, żeby tę kasę zdobyć, potrzebuje 1500 $ na lot na mistrzostwa świata do Japonii. Robi dosłownie wszystko, nie cofnie się przed niczym, chce wygrać turniej w Tokio i pokazać japońskiemu rywalowi, że mim...

"Kompletnie Nieznany" - recenzja

      Cześć, ostatnio byłem na filmie "Kompletnie Nieznany", czyli produkcji opowiadającej o życiu Boba Dylana. Nigdy za bardzo nie słuchałem jego muzyki, więc nie szedłem do kina jako fan Dylana, a mimo to, film naprawdę zrobił na mnie wrażenie. Po więcej, zapraszam dalej.     Film zawiera zaledwie skrawek historii Boba Dylana, co jest świetnym zabiegiem, ponieważ gdybyśmy mieli zobaczyć całe życie artysty, akcja musiałaby pędzić na złamanie karku, a dzięki temu, że widzimy wycinek jego życia, możemy spokojnie płynąć razem z Dylanem przez jego życie i przyglądać się klimatycznym uliczkom oraz klubom Nowego Yorku. Takie tempo filmu mi odpowiada, nie jest on zbyt wolny, ale nie jest też za szybki, dzięki temu można w pełni wczuć się w folkowy klimat lat 60tych XX wieku. Można również choć troszeczkę zaznajomić się z Dylanem, którego wspaniale zagrał Timothée Chalamet. Udało mu się wręcz idealnie oddać postać, która tak naprawdę jest wariatem i szaleńcem, ale równ...